Czy bycie matką to sukces?

Podobno to w jaki sposób opisujemy siebie, definiuje nas jako ludzi. To w jakiej kolejności wymieniamy nasze sukcesy, życiowe role świadczy o tym jacy silni bądź słabi jesteśmy. Niedawno przeczytałam, że jest we mnie mało ambicji i w ogóle jestem jakaś taka marniutka. „Bycie matką to żaden sukces. Urodzić dziecko to nic nadzwyczajnego”. Czy aby na pewno?

Zanim przejdę do sedna sprawy powiem Wam dlaczego tak mało piszę o macierzyństwie. Nie dlatego, że nie lubię być matką. Ja nie lubię być postrzegana tylko i wyłącznie przez pryzmat bycia nią. Często tak się dzieje, że kobiety po urodzeniu dziecka przestają posiadać imię. Przyjmujemy wówczas przydomek „matka” i nie daj Bóg „tylko matka”. Gdy uda nam się wyjść z domu, znajomi strzelają pytaniami „a gdzie dziecko?” – i nie ma w tym nic złego. Jednak kiedy pociecha ma już parę lat, a ludzie nadal dziwią się, że nam na piersi nie wisi i (olaboga) w domu zostało – to tego typu gadanie zaczyna trochę uwierać. Gdybym pisała ciągle o tym, że jestem mamą, a mój dzień głównie wokół tego się kręci, sama zamknęłabym się w szufladce „Matka Polka”. Wolałam wejść do schowka z napisem „żona rolnika”, ewentualnie zachować dawny kryptonim „Karolina”. Bom ja nadal kobieta z dwiema piersiami, a nie dojarkami pełnymi mleka.

Z założenia ten blog miał być przestrzenią, gdzie nie rządzi rodzicielstwo. I tego się trzymam. Dlatego nie informuję Was co jemy na śniadanie, co szykuję na obiad i czy w ogóle uraczę rodzinę jakąś kolacją. Kocham moją rodzinę i cieszę się, że ją mam. Wy macie na pewno swoje powody, by z życia się cieszyć.

Wróćmy jednak do tematu posta. W swoim mam wrażenie krótkim jeszcze życiu, miałam okazję poznać kobiety z różnym podejściem do tematu macierzyństwa. „Matki Polki”, „bezdzietne z wyboru”, „bezdzietne – bo los tak chciał”. Biorąc pod uwagę swój przykład, mając w głowie to co było mi dane usłyszeć, mam wrażenie, że od momentu poczęcia dziecka, do momentu jego narodzin, następuje cała plejada sukcesów. Zaszłaś w ciążę? -sukces. Donosiłaś? – sukces. Urodziłaś? – sukces! „Wychować dziecko na przyzwoitego człowieka to może i jakiś tam sukces. Gdyby to jeszcze była pewność, że to szklankę herbaty na starość rodzicielce przyniesie”. – Wiecie… Ja w chwili, gdy zostałam matką – jeszcze nie zdążyłam do tej myśli się przyzwyczaić, jeszcze nie myślałam o czymś takim jak „wychowanie dziecka”, a już wiedziałam, że zadziała się w moim życiu magia. Już nauczyłam się, by ludzi nie zachęcać do prokreacji, nie zadawać pytania „a Ty kiedy kochana zaczniesz się rozmnażać?” Okazało się bowiem, że to nie jest wcale taka prosta sprawa.

Zerknęłam ostatnio na swoje konto na Instagramie i krótki opis jaki tam zamieściłam: „Jestem żoną rolnika, matką dwóch synów, polonistką”. Czy to oznacza, że nie odniosłam w życiu żadnych sukcesów? Parę na koncie ich mam. Inaczej po prostu na to patrzę. Kolejność wymienianych przeze mnie kwestii świadczy o moich priorytetach życiowych, nie zaś o braku ambicji.

Co do sposobów wychowywania nie będę się odnosić. Powiem tyle: Jestem matką. Nie wiesz ile mnie to kosztuje. Nie wiesz ile sił muszę w sobie znaleźć, by temu podołać. Nie wiesz ile łez przyszło mi wylać, by stać się taką kobietą jaką jestem. Dlatego mam prawo uważać, że odniosłam sukces.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *