Sąsiad SOMSIADOWI nierówny?

Jedzie rolnik traktorem, ciągnie za sobą wóz. Na wozie z 10 osób. Jadą razem śmiejąc się głośno. Jakaś biba? Wiejska potupajka? Nie. Sąsiedzi się zebrali. Tłoka się szykuje. To znaczy szykowała… bo tak było jak byłam małą dziewczynką. A jak jest dziś?
Wczoraj dostałam wiadomość od czytelniczki: „Mężu mój mówi, że ma temat. Z przymrużeniem oka o zazdrości sąsiedzkiej”.
Moi drodzy, a jak tu zaznaczyć, że to co piszę jest z przymrużeniem oka? Ja tu gałkami ocznymi będę mrugać, a ktoś pomyśli, że mam tik nerwowy albo lepiej, że się do niego podwalam. Podczas pisania pół żartem pół serio trzeba uważać, bo mam wrażenie, że jest cienka granica między tym co zabawne, a tym co jest po prostu naśmiewaniem się z kogoś lub czegoś.
A tutaj sprawa jest złożona moi mili. Nasze relacje sąsiedzkie to nałożonych na siebie czynników chyba ze sto. Moim absolutnym hitem jest to, że jeśli pradziadek nr 1 da sobie po buzi (kilka dekad temu) z pradziadkiem nr 2, to najpewniej zadra będzie siedzieć do owych „bitnych” sąsiadów jeszcze w pokoleniu nr 13. Prawnuk z prawnukiem piwa się nie napije, prawnuczka z prawnuczką razem szydełkować nie będą. Powód? Wychowywanie ich w przeświadczeniu, że dla ludzi trzeba być miłym, ale dla „tych” sąsiadów akurat niekoniecznie.
A cały ambaras, by zachowywać pozory, że to Ci drudzy są źli. No i w ogóle zachowywać pozory. Przykład? Wysiadają z samochodu Pan i Pani. Kobiecina bierze chłopinę pod rękę i szepce mu coś do ucha. Co takiego? „Kochanie ładnie pachniesz?” – nieeee. „Weź mnie sku***** pod rękę, bo się ludzie patrzą”. Da się? Da się!
„Dzięki Bogu u nas jest dobrze na wsi. Jeden telefon i pomoc zawsze jest”. – To prawda, jeszcze jest do kogo dzwonić. Podzielę się jednak swoimi obawami. Uważam, że już niedługo, za lat paręnaście może dzieścia, na wsi będą mieszkać tylko ludzie dojeżdżający do pracy i dwóch gospodarzy na krzyż. Hektarów będą mieli ze 200-300, bo w końcu ktoś będzie musiał pozjadać tych co się wyprzedawać będą. A rolnicy zadzwonią co najwyżej… po pracowników z zagranicy… Bo sąsiedzi krowę na oczy zobaczą tyle co na polu pasące… O ile jeszcze ktoś na polu pasać je będzie. Mój mąż stawia na fabryki z krowami w jacuzzi. No zobaczymy. Ja tak piszę, by brzmiało to komicznie, ale mnie do śmiechu nie jest.
„A ten pomysł (a propos tematu o sąsiadach) pewnie stąd, że ktoś zadzwonił na sąsiadów, że…” – hehe, znacie to?
„Debatujemy kto to mógł być” -no kto? SOMSIAD moi drodzy.
„No Janusz najpewniej i syn Brajan”. A do tego Grażynka pomagała wykręcić numer do odpowiedniej placówki, albo list wysłać tak, by odcisków palców nie zostawić. A po całej akcji towarzystwo usiadło do stołu, zmówiło paciorek i zjadło posiłek, tak jak przystało na ludzi wiary.
Macham do Was paluszkiem wskazującym i jedyne co się ciśnie na usta to „no no no, nie wolno tak robić”. Drugą ręką zaś macham w akcie niemocy, bo i tak robić tak będziemy.
Dla pewności mrugam oczkiem RAZ. Mrugam oczkiem DWA. Uśmiechnijmy się do siebie i dodajmy:
Często słyszę „miastowi to”, „miastowi tamto”. A jak jest z nami „ludźmi wsi” moi mili? I nie udawajmy, że my tacy zgodni. Już nie jeden „sąsiad” stał się „SOMSIADEM”. Już nie jeden z nas miał uśmiech pod nosem, bo „temu za płotem” ciągnik się popsuł. Dlaczego? „Bo za dobrze by mu było, gdyby wszystko układało się po jego myśli” – po wygłoszeniu tejże tezy wsiada gościu do auta i jedzie… do kościoła. Sajonara!
Ludu miasta Ty też tak masz! Nie bijcie braw, nie szczerzcie ząbków śnieżnobiałych. Wy też macie SOMSIADÓW. Kiedyś coś o tym czytałam … Były dwie takie rodziny, Montekich i Kapuletich… Tak tak, „Romeo i Julia”. Bo nie przypominam sobie, by Werona rolnikami stała.

Macie coś do dodanie w tym temacie? Zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *