Żona rolnika czy rolniczka

„Jak ktoś urodził się wroną to nie umrze będąc sroką”. Te słowa utkwiły mi w głowie po przeczytaniu nekrologu Michaela Jacksona. W sieci bowiem pełno było zdziwienia odnośnie tego, że mężczyzna kojarzący się ludziom jako osoba o „białej” karnacji nagle okazała się być czarnoskóra… Dlaczego o tym wspominam? Zapragnęłam bowiem sięgnąć do korzeni powstania jandrzejmamablog. Pamięta ktoś początki? W sumie co tu pamiętać. Ot po prostu któregoś marcowego wieczoru Karolina wrzuciła jakiś link z tekstem „Panie i Panowie zapraszam na mój blog”. A co działo się wcześniej? Przede wszystkim co działo się w mojej głowie.
Najpierw miała być „mamanawsi”. Tak plus minus. Wstępnie tak miało to wyglądać. Jednak chciałam, by był to pomysł na siebie, który pomoże mi odpocząć od bycia mamą. Teraz się z tego śmieje, bo przecież mamę to ja miałam w nazwie. I nadal ją mam. Podczas zakładania bloga w ostatniej chwili przypomniało mi się połączenie imion moich synów. Dodałam magiczny człon „mama” i oto nastała jandrzejmamablog. Miało być o wsi. Tak właśnie było i jest po dziś dzień. Jednak z czasem po powstaniu kilku tekstów wyklarowała się pewna kwestia, która blogowi towarzyszy do dziś. Żona rolnika. Po kilku tekstach zaczęłam dostawać wiadomości typu „też jestem żoną rolnika…” Aż w końcu przeczytałam słowa: „to co piszesz to moje myśli, nigdy nie wypowiedziane na głos”. I oto nastała w głowie pewność, że żon rolników jest zgoła więcej i też dobrze by było zwrócić na nie uwagę. Wtedy zapadła decyzja, by miano żony rolnika powtarzać jak mantrę. Ot tak… Do orzygu.
Od jakiegoś czasu dostrzegam jednak pewną zmianę w myśleniu kobiet pracujących na gospodarstwach. Zwłaszcza tych udzielających się w sieci. Coś idzie ku innemu. Jest to w moim odczuciu dobry kierunek.
Puk puk.
Kto tam?
Czytelnik nr 1,2,10…
„Karolina, Ty jesteś rolniczka”.
„Po co pisać żona rolnika? Rolniczka i tyle”.
I to jest myśl moi drodzy. Tylko tak sobie myślę, czemu w TVP rolnik szuka żony, a nie rolniczki? Przecież to byłoby takie proste, ale chyba nie jest. Kiedyś była w rządzie taka Pani o nazwisku Mucha. Zapisała się ona w karcie historii jako ta, która nie mówiła o sobie „Pani Minister”, tylko „Pani Ministra”. No i tu śmiechem żartem nawet słownik mi podkreśla, że zMinistro coś jest nie tak. Znaczy się… Nowe określenie. Nadal. Och jak ludzie się z niego śmiali. Kobiety także. Jednak coś się z biegiem lat wydarzyło, bo kobiety z „Pani Ministry” przestały się śmiać. Coraz częściej określamy się bowiem psycholożkami, rolniczkami itp. Choć jeśli chodzi o te drugie nadal nie jesteśmy jednogłośne, jednomyślne. „Zawsze chciałam być rolnikiem jak mój tata. Nie rolniczką, a rolnikiem” – tego typu słowa można spotkać wśród wywiadów widocznych w sieci. Tak więc bez wątpienia dużo do wypracowania jest w tym temacie. W moich okolicach w codziennym życiu funkcjonują raczej określenia dziedzic i dziedziczka. Rolnik? Tak tak, przejdzie to określenie. Rolniczka? Oj, lata świetlne miną aż wejdzie to w użycie. Choć bardziej zastanawia mnie zarzut względem określenia „żona rolnika” jakoby definiowało mnie ono jako nieosobną jednostkę. Tak jakby moim największym życiowym osiągnięciem było bycie czyjąś żoną. A co jeśli powiem, że czy chce czy nie chce to trochę mnie ono definiuje? Będę wówczas poważnie traktowana jako zwolenniczka ruchów emancypacyjnych? Pytam, bo szkoda by mi było tych miesięcy poświęconych na czytanie artykułów na temat feminizmu, pisania pracy magisterskiej odnośnie Narcyzy Żmichowskiej.
Bycie żoną rolnika trochę zobowiązuje. Żyje się bowiem wg rytmu nadanego jakby nie było przez naturę. Godziny pracy też specyficzne. Nie trzeba pracować wraz z mężem w gospodarstwie, by musieć wbić się w rytm życia drugiej połówki. Oczywiście, jeśli chcemy żyć jednym rytmem, a posowałoby co nie? Pytam, bo czasami kobiety wnikają w to. Kobiety, bo to one lubią czasem z życzliwością drugiej kobiecie porządną szpilę w plecy wbić. Mężczyźni jakoś się dogadają.
Pisanie bloga utwierdziło mnie w tym, że nie ma absolutnie jednej, takiej samej „wsi”. Wieś to pojęcie względne. Ba, w każdym rejonie Polski wygląda to inaczej. Postrzeganie miana żony rolnika też jest tak różne, że nie wiem czy jest sens rozkładać ma czynniki pierwsze czegoś co i tak jest rozłożone na setki kawałków. Czasami jednak warto kliknąć „żona rolnika” i dać się zaskoczyć. Tak więc kochani, lubię to. I tak zostanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *