„Ciocia” Marysia

Żyła sobie kiedyś Pani, która na trwałe odcisnęła swój ślad w historii nie tylko naszego kraju. Upodobania miała mało kobiece, ale jakże promieniotwórcze. W torebce podejrzewam, że zamiast szminki i pudru nosiła probówki i pisane jakąś chemiczną łaciną złowrogie receptury. Kiedy inne damy zasiadały grzecznie na miejscu pasażera w aucie, by dać się łaskawie zawieźć na herbatkę do koleżanki, Pani o której piszę śmigała za kierownicą ciężarówki i dawała upust swej naukowej ambicji. Dostała ona nawet nagrodę jakąś taką ważną podobno… Nomen? Omen? A może Nobel? Coś w tym stylu. Kluczowe to bardzo. Choć mam z nią wspólnego tyle co przysłowiowy kotek napłakał, zdarza się, że ktoś mnie o nią zapyta. Dlaczego?

Miałam swego czasu piękne nazwisko. Dumnie nosiłam je przez 24 lata, by porzucić je dla nazwiska równie pięknego. I choć w moich obecnych stronach (gmina Zaręby Kościelne) ludzi o takim samym nazwisku tyle co biegających w okolicy piesków, na terenach bardziej odległych robi ono małe zamieszanie.

„Karolina a jakie będziesz miała nazwisko po mężu?” – pytała przed ślubem koleżanka ze studiów.

„A no tak: …….” – odpowiedziałam.

„Ooooo, uuuuu, no no”.

„Zbieg okoliczności” – myślę sobie -„toż to u nas na nikim nawet wrażenia nie robi”. Mój mąż postawił mnie jednak do pionu, uświadomił pewną zależność, która znaczenie ma takie, że tej Pani to w sumie w naszych okolicach nigdy nie było, a jakby była zarazem!

„Jej dziadek pochodził z sąsiedniej wsi”. – I serce mocniej mi zabiło, ale to tak zabiło, że już myślałam, że ów Pani w nocy mi się przyśni. Nie przyśniła… Czyli jędza trochę z niej była 😉 kobieta w końcu…

Dobrze. Pożartowałam sobie troszeczkę, ale faktycznie głowa tej Pani patrzy się na mnie za każdą razą, gdy maszeruję do pobliskiej biblioteki. Znaczy się, akcent tej promieniotwórczej kobiety tutaj jest. I bardzo dobrze.

Po cóż ja o tym piszę? Bo serio wiele osób, które spotykamy w dalszych rejonach Polski robi z deka większe oczy, gdy przedstawiamy się nie tylko z imienia, ale i nazwiska. Mój mąż kiedyś na studiach został zapytany przez wykładowcę, czy ma coś z „tą” Panią wspólnego. „Jaka Pani?” – mawiał mój ślubny – „my tam do niej ciociu mówiliśmy”.

Zatem Panie i Panowie, przedstawiam Wam ciocię Marysie

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *